wtorek, 8 lutego 2011

wydział komunikacji.

Większości z nas pobyt w wydziale komunikacji własnego miasta kojarzy się raczej z traumatycznym przeżyciem niż czymś przyjemnym. Muszę Was zdziwić w moim mieście wszystko odbywa się ekspresowo i przyjemnie. Po pierwsze w internecie rezerwuję sobie odpowiedni dla mnie termin, ściągam ze strony wszystkie wymagane formularze, wypełniam i jadę. I już po 20 minutach wychodzę szczęśliwa dzierżąc w dłoni komplet tablic. Ehhhh gdyby wszystko tak załatwiać ;).
Mała Pierdoła dostała drugą cieczkę już po 4 miesiącach. Wystraszyłam się, myślałam, że to ropomacicze czy jak to się nazywa... Na szczęście to tylko (raczej aż!) cieczka. Ostatnia w jej życiu, Jak tylko się skończy umawiamy się na zabieg. Wszyscy twierdzą, że tak lepiej. A ja jakoś nie mogę tego w pełni zaakceptować. Jedyna nadzieja, że trochę temperament jej przygaśnie. Po kilku dniach spędzonych u moich rodziców jest nie do okiełznania.


poniedziałek, 7 lutego 2011

krystalizacja.

Przeprowadzka się krystalizuje, poprzez kupowanie działki (i budowanie domu przez półtora roku) po wybór fajnego mieszkania w centrum. Wariantów mnóstwo, a klienta na dom póki co nie widać. Zły czas na takie fanaberie. Ale będzie dobrze, zawsze jest :). Myślę, że zamieszkamy gdzieś w okolicy ulicy Pięknej. Mieszkanie jest w stanie deweloperskim, więc pewnie z pół roku nam zajmie perturbacja z kredytem i remontem. Ale widać światełko, to najważniejsze ;). A i żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr a kocham bez konsekwencji. Jako, że zakochałam się w nowym aucie, jutro je odbieram od pana dealera. Mam nadzieję, że beżowa tapicerka to nie był życiowy błąd ;).